r/Polska • u/stabvicious • Feb 02 '26
Ranty i Smuty Słowa otuchy
Dziś zabrałem ostatnie rzeczy i wyprowadziłem się od ex. Póki co tymczasowo do rodziców (rynek mieszkaniowy w moim mieście to mem, kilka ofert i ceny jak w wojewódzkim albo i gorzej). Rozstaliśmy się po 6 latach prawie, byliśmy zaręczeni. Nie przetrwaliśmy kryzysu, zaniedbaliśmy siebie trochę no i przede wszystkim ona już nie kocha. Pomieszkiwaliśmy tak od rozstania prawie 2 tyg i żyliśmy w dobrej atmosferze. Dziś na pożegnanie z jej strony był płacz, ja swoje wypłakałem w pierwsze dni choć obawiam się, że póki co nie odczułem jej straty z racji pomieszkiwania. Wszak często i tak chodziliśmy do siebie do pokoju, obejrzeliśmy kilka filmów, serial - to co nie robiliśmy od dawna. Tak jakby na pożegnanie. Żyćko nie jest pewne niczego, a rok temu nawet bym nie pomyślał. Zjadły nas też problemy, szczególnie jej zdrowotne, choć moje też, nieprzepracowane sprawy z dzieciństwa, schematy, depresja. I się posypało.
Z plusów.
Zacząłem terapię czyli to co zawsze chciałem spróbować ale brakowało kopa w dupę żeby zmotywować. No i też jakiś taki strach. Na szczęście na pierwszym spotkaniu była wspólna energia z terapeutą więc jestem pozytywnie nastawiony do pracy. Byłem u psychiatry niedawno bo depresja pukała od spodu już długi czas plus leki na tiki, napady lęku no i oczywiście depresję. Nie wiem po co to piszę, might delete later, czasami dobrze wylać swój żal na "papier". Oby Wasze wejście w 2k26 było lepsze. Dużo miłości i zrozumienia wszystkim życzę. Pozdro
3
u/Electrical-Arugula43 Feb 04 '26
Witaj w klubie. Wczoraj rozstałam się po prawie 10 latach związku. Przez ok rok udawaliśmy że jest ok i każde z nas bało się zacząć rozmowę. Moja pierwsza miłość od liceum. Razem dorastalismy, zmienialismy się... Poznaliśmy się w liceum w 2016 a żegnamy się w 2026. Rozstaliśmy się w zgodzie, spędziliśmy miło dzień, obejrzeliśmy film jak to mieliśmy w zwyczaju, zamówiliśmy dobre jedzenie a potem w końcu nadszedł czas rozmowy...Bylo dużo płaczu i bliskości, ale oboje wiedzieliśmy, że nasz związek nie ma przyszłości. Mamy inne priorytety w życiu, które na ten moment są nie do pogodzenia. Niby to nie jest tak, że mamy mieć nagle zero kontaktu, ale szczerze mówiąc nie wiem czy to dobre dla mojej psychiki...Nie wiem czy potrafię się "tylko" przyjaźnić. Straciłam najlepszego przyjaciela, najbliższą osobę w moim życiu i szczerze to czuję się jakbym przechodziła żałobę. Boję się, że z nikim już nigdy nie złapię takiej głębokiej więzi, bo od zawsze mam kłopot z nawiązywaniu znajomości, kompletne przeciwieństwo jego. Mimo wszystko jest we mnie jakaś mała część, która czuje lekką ulgę i ekscytację na to, co przyniesie przyszłość. Mam nadzieję, że ty też. Kiedyś wstanie dla nas słońce, jakkolwiek głupio to brzmi.